FB email Pinterest Insta

ERASMUS SZKOŁĄ ŻYCIA?

2013/12/01

Kiedy podejmowałam decyzję o wyjeździe na Erasmusa, byłam troszkę nieopierzona, niekoniecznie spontaniczna, ale całkiem zorganizowana i pragmatyczna. Nie byłam wielkim fanem dalekobieżnych podróży, nie wspominając już o mieszkaniu za granicą, z daleka od przyjaciół i rodziny. W zasadzie nawet nie pamiętam, co pchnęło mnie do złożenia wniosku. Ale stało się i całe szczęście, że się stało! Bo Erasmus, to prawdziwa szkoła życia.

W tamtym czasie byłam małym mistrzem planowania, ale jakimś dziwnym trafem moje zdolności organizacyjne zginęły śmiercią niespodziewaną i szybką, więc do Hiszpanii jechałam praktycznie w ciemno! Bez mentora, który mógłby mnie odebrać z lotniska, bez znajomości języka (a uwierzcie mi, że język angielski w Hiszpanii jest jak chiński w Polsce ;)), bez mieszkania na miejscu. Nie pamiętam czy częściej przeklinałam czy wycierałam kapiące łzy. Ha! Zapomniałabym o częstotliwości myśli: "Chcę do mamy!". 

Szczerze mówiąc, to gdyby nie ta tułaczka na początku, taka trochę walka o przetrwanie, to nie zyskałabym na tym wyjeździe nic. A zyskałam naprawdę wiele - od umiejętności radzenia sobie bez znajomości języka, poprzez próby załatwienia przeróżnych spraw w urzędach czy na uczelni, po nawiązanie znajomości z obcymi ludźmi, pochodzącymi z niesamowicie odmiennych kultur. A więzi, które łączą ludzi mieszkających tak daleko od swoich rodzin, przyjaciół, znanych ulic i miejsc, są wyjątkowo silne i mogą przetrwać dłużej, niż jeden semestr.

Vigo, Galicia




Vigo, Galicia
Vigo, Galicia

Vigo, Kampus Akademicki

Vigo, Kampus Akademicki
Vigo, Kampus Akademicki


Wszystkim tym, którzy się zastanawiają czy jechać, mówię zdecydowane tak! A może ktoś z Was przeżył już taką przygodę?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz