FB email Pinterest Insta

KSIĄŻKA CZY FILM?

2013/12/17

Najpierw książka, potem film? A może odwrotnie? Wiele razy stawałam przed tym dylematem. Szczególnie w liceum i na studiach, kiedy czasu na czytanie (narzuconych lektur) było zawsze za mało. Teraz staram się porównywać ekranizacje filmowe do przeczytanych pozycji książkowych i niechętnie przyznaję, że nie zawsze książka wygrywa. Niezaprzeczalne jest jednak to, że książki niesamowicie rozwijają wyobraźnię. Czytając, sami tworzymy obrazy, postacie, otoczenie. W filmach wszystko podane jest jak na tacy i nie wymaga od nas większego wysiłku. 

Z czego może wynikać rzadka, ale jednak, przewaga ekranizacji nad książką? W wielu filmach scenariusze w mniejszym lub większym stopniu odbiegają od pierwowzoru, a ich autorzy dodają interesujące, a odejmują mniej znaczące wątki, zmieniają lub rozbudowują zakończenie. Dodatkowo, atutem filmów jest to, że możemy je oglądać wspólnie ze znajomymi, a później wymieniać się opiniami na ich temat w szerszym gronie.

Czytanie książek, niestety, nadal pozostaje hobby nielicznych i ciężko jest znaleźć wśród znajomych osobę, która czytała to samo i z którą można podyskutować. Chociaż, przyznam szczerze, książki najzwyczajniej w świecie "połykam" i pamiętam głównie wrażenie, jakie wywarła na mnie dana lektura. W związku z tym, mogę książki polecać lub odradzać, ale nie pytajcie o szczegóły, po prostu ich nie pamiętam. Chyba to rodzinne, bo moja mama, która jest moim książkowym guru, cierpi na tę samą dolegliwość ;)



Jako pierwszy do walki książka vs. film staje Dziennik Bridget Jones (Bridget Jones's Diary) i zdecydowanie wygrywa ekranizacja. Może to wynika z mojej niechęci do czytania książek pisanych w stylu pamiętnika? Nuży mnie czytanie dat, dni tygodnia, liczenie, ile czasu minęło od poprzedniego wpisu, który w tym gatunku zastępuje rozdziały. Do czytania najnormalniej w świecie musiałam się zmuszać, a film był prostą, ale przyjemną propozycją.


Kolejną bitwę toczy Pokuta (Atonement). Książka autorstwa Ian'a McEwan'a jest bezapelacyjnym zwycięzcą. Niesamowicie wzruszająca i wciągająca powieść, w której mylna interpretacja zdarzeń widzianych przez małą dziewczynkę rzutuje na tragedię w życiu jej starszej siostry oraz jej ukochanego. I nie, nie jest to ckliwa historia miłosna, a przykład na to, jak różne są nasze wyobrażenia i do czego mogą prowadzić. Przeczytajcie, bo warto! Film nawet w połowie nie oddaje atmosfery książki.

Remis przyznaję takim tytułom jak Pamiętnik (The Notebook), Pachnidło. Historia pewnego mordercy (Perfume: The Story of a Murderer), Anioły i Demony (Angels & Demons) czy Kod Da Vinci (The Da Vinci Code), chociaż przy tych dwóch ostatnich pozycjach skłaniałabym się ku książce, bo filmy ratuje Tom Hanks :)

Jak pewnie zauważyliście, nie porównywałam książek i filmów z gatunku science-fiction. Nie przepadam za nimi, ale zakładam, że najwięcej można powiedzieć o takich tytułach jak Harry Potter, Władca Pierścieni czy Saga Zmierzch.  

A jakie są Wasze typy? Książka czy film?

6 komentarzy:

  1. "Zielona mila" - ekranizacja książki S. Kinga - zdecydowanie lepsza od literackiego pierwowzoru.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli chodzi o Władcę, to film jest, moim zdaniem, zrealizowany doskonale, ale książka wygrywa. Głównie ze względu na swoją obszerność i wiele wątków, które w filmie zostały pominięte lub ledwo ruszone. Jednak film może wybronić się dynamiką montażu przygód Gandalfa/Aragorna i ekipy w stosunku do Frodo i Sama. W książce tych dwóch małych mazgajów trochę się dłuży... ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Millennium" Stiega Larssona - świetna książka, ekranizacja powieści doskonała. Polecam :))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Film widziałam, bardzo dobry. Na książkę jeszcze przyjdzie czas :)

      Usuń
    2. bardzo, bardzo polecam! cała trylogia jest niesamowita!

      Usuń
  4. Z książkami mam to samo - zapamiętuję wrażenia, fabuła ulatnia się zaraz po tym, jak dobrnę do końca. Z małymi wyjątkami, oczywiście. Jeśli chodzi o książki i ekranizacje, raczej wolę te pierwsze. Jeden z niewielu wyjątków to "Smażone zielone pomidory". Film jest majstersztykiem, a książka przeciętna. Zgadzam się z Twoim zdaniem na temat "Pokuty". Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń