FB email Pinterest Insta

ZWOLNIENIE Z WF-u

2014/04/08

Mam wrażenie, że kiedyś uprawianie sportu było zarezerwowane wyłącznie dla zawodowych sportowców lub tych, którzy wierzyli, że sport jest przepustką do dłuższego życia. Wyczyny najlepszych oglądaliśmy głównie z kanapy, a na samą myśl o zajęciach WF-u robiło nam się niedobrze. Co się zmieniło? Sport stał się po prostu modny!

W Internecie znajdziemy niezliczone historie młodych (i nie tylko) ludzi, którzy zmienili swoje życie ćwicząc z Ewą Chodakowską lub rewolucjonizując swoją dietę z Anią Lewandowską. Jesteśmy bombardowani zdjęciami (nie)znajomych, którzy przemierzają kolejne kilometry w modnych strojach, drogich i kolorowych butach, a później chwalą się swoimi wynikami na portalach społecznościowych i blogach osobistych. Firmy produkujące stroje dla sportowców prześcigają się we wprowadzaniu na rynek gadżetów, dzięki którym możemy biegać z kluczami, smartfonem czy butelką wody i to wcale nie w rękach. 

I wiecie co? Nie mogło stać się nic lepszego! To moda najczęściej motywuje nas do podjęcia pewnych działań, a skoro są one dobre dla naszego zdrowia i samopoczucia, to czemu nie! Plus, jesli 3/4 naszych znajomych rozmawia o skalpelu lub bieganiu, to jest duże prawdopodobieństwo, że sami zaczniemy uprawiać sport, żeby móc włączyć się do rozmowy. Smuklejsza sylwetka i lepsza kondycja to głównie pożądany skutek uboczny.

Ja zawsze byłam wielka fanką zwolnienia z WF-u, nigdy nie przepadałam za grami zespołowymi, a w szczególności za tymi, które mogły się skończyć stratą oka, czyt. unihokej lub stratą koleżanki po wojnie o piłkę, czyt. koszykówka. Ale powoli ulegam modzie na bieganie i choć nie mam modnych butów i bluzy pasującej do spodni, to czerpię z tego przyjemność. A wiosna jest o wiele ciekawsza na żywo, a nie oglądana przez okno w mieszkaniu :)



2 komentarze:

  1. Mam złe wspomnienia z lekcji WF w podstawówce i liceum. Było mniej więcej tak, jak pisze Natalia : rzucenie piłki przez "nauczyciela" i - dalej - róbta, co chceta. Czasami, widocznie przymuszony programem, nakazywał jakieś ćwiczenia - biegi, skoki - bez minimalnego choćby przygotowania, a jedyną formą zachęty lub motywacji były jego ironiczne uwagi i złośliwości innych uczniów. Taka forma wychowania fizycznego wręcz zniechęcała do sportu czy czynnej rekreacji. Był też Szkolny Klub Sportowy - arena lizusostwa i czynnej agresji. Inaczej i dużo lepiej było na studiach, gdzie w Akademickim Ośrodku Sportowym stosowano indywidualne podejście do każdego studenta. Był basen, sale o różnym przeznaczeniu, siłownia, boisko z bieżnią z prawdziwego zdarzenia oraz możliwość wyboru dyscypliny do uprawiania w AZS. Byli też zapaleńcy w osobach nauczycieli akademickich - trenerów, którzy naprawdę chcieli z nas zrobić osoby ponadsprawne fizycznie. Wtedy przestałem się garbić i polubiłem czynną rekreację... Inny świat.
    Reasumując - do czynnej rekreacji potrzebne są : oczywiście minimalne warunki fizyczne i sensowna motywacja. Ja - z racji ciężkiej i grubokościstej budowy źle się czuję w biegach, szybkich grach zespołowych czy w gimnastyce. Za to mało kto mi dorówna w konkurencjach wymagających siły i wytrzymałości : wędrówkach górskich, marszu harpaganów, ćwiczeniach na siłowni, pływaniu itd.

    aa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie najbardziej demotywował strój nauczycielek WF-u - często były to eleganckie koszule i spodnie lub spódnice, co oczywiście wykluczało ich udział w zajęciach. A dzieci - "róbta, co chceta".

      Usuń